Prawdziwa historia suszy rolnika z Wielkopolski - GREENLAND Skip to main content

Zapraszamy do poznania historii naszego klienta — rolnika z Wielkopolski, który podzielił się z nami swoimi doświadczeniami z ostatnich sezonów.

Jeszcze niedawno, jak sam przyznaje, susza kojarzyła mu się wyłącznie z brakiem opadów. Dopiero z czasem zauważył, że problem zaczyna się znacznie wcześniej — w glebie, jej strukturze i zdolności do zatrzymywania wody. Zaintrygowany tym spostrzeżeniem, postanowił przyjrzeć się bliżej swoim polom i sprawdzić, czy niewielkie zmiany w podejściu mogą przynieść realne efekty.

W swojej relacji opowiada o prostym teście, który przeprowadził we własnym gospodarstwie, oraz o tym, jak już po kilkunastu dniach zauważył pierwsze różnice. Lepsze utrzymanie wilgoci, poprawa kondycji gleby i bardziej wyrównany rozwój roślin to tylko część obserwacji, które skłoniły go do dalszych działań.

To autentyczna historia oparta na praktyce, pokazująca, że skuteczne podejście do wyzwań współczesnego rolnictwa nie zawsze wymaga rewolucji — czasem wystarczy zmiana perspektywy i świadome zarządzanie tym, co mamy pod powierzchnią.

Zachęcamy do przeczytania pełnej relacji i poznania wniosków, które mogą okazać się inspiracją również dla innych gospodarstw.

Susza okiem doświadczonego rolnika

“Susza w kukurydzy zaczęła się u mnie… zanim wyjechałem w pole z siewnikiem

Wiosna 2025. Zasiałem kukurydzę na 40 hektarach. Moje gospodarstwo znajduje się w Wielkopolsce, na terenie od lat borykającym się z permanentnym niedoborem wody. Patrzę na pole i widzę coś, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia – gleba, która po zimie powinna cokolwiek trzymać wilgoć, zasklepia się i przesycha jeszcze przed wschodami.

Rzędy? Nierówne.
W jednym miejscu kukurydza wychodzi ładnie, w innym ziemia twarda jak beton.

I wtedy dotarło do mnie coś bardzo konkretnego:
to nie jest problem tego roku. To jest problem gleby.

Zrozumiałem, że susza nie zaczyna się od braku deszczu
Zawsze myślałem: nie pada = susza.

Dzisiaj wiem, że to duże uproszczenie a susza zaczyna się wtedy, kiedy gleba nie ma w czym tej wody zatrzymać.
Na części pól miałem gorszą ziemię, zmęczoną, zbitą, z niskim poziomem próchnicy, słabo trzymającą wilgoć.
I efekt był taki, że nawet jak spadło kilka milimetrów deszczu, to… jakby go nie było.

Zrobiłem test – połowa pola inaczej

Nie chciałem opierać się na teorii.
Zrobiłem prosty test.

Na 20 hektarach przed siewem dałem mikrobiologię (EM) wg zaleceń z opakowania, reszta poszła „po staremu”.

Bez filozofii – chciałem zobaczyć różnicę w praktyce.

To, co zobaczyłem, dało mi pierwszy sygnał, że idę w dobrą stronę

Pierwsze dni po siewie nie przynoszą cudów — i nie tego oczekiwałem.
Mikrobiologia nie działa z dnia na dzień.
Ale mimo to różnice zaczęły być zauważalne szybciej niż myślałem.

Na polu, gdzie zastosowałem mikrobiologię:

  • gleba wolniej traciła wilgoć po siewie,
  • powierzchnia mniej się zasklepiała,
  • wschody były bardziej wyrównane.

Na drugim kawałku, prowadzonym standardowo:

  • ziemia szybciej przesychała,
  • pojawiała się twarda warstwa na powierzchni,
  • wschody były nierówne, miejscami opóźnione.

To nie była jeszcze „nowa gleba” —
ale było widać, że procesy w niej zaczynają iść w inną stronę.

Już po kilkunastu dniach różnice stają się widoczne

To nie jest moje subiektywne wrażenie, tylko patrzę na liczby:

Wschody:
około 90% tam, gdzie była mikrobiologia vs ok. 70% na kontroli

Wilgoć w glebie:
różnice nie były spektakularne, ale wyczuwalne —
gleba na polu z mikrobiologią wolniej traciła wilgoć

Korzenie:
już na starcie widziałem bardziej wyrównany rozwój systemu korzeniowego

I co ważne — nawet niewielkie opady (5–10 mm) zaczęły być lepiej wykorzystane.
Nie dlatego, że gleba nagle się zmieniła, tylko dlatego, że warunki startowe były stabilniejsze.

Mamy 2026 rok, poziom wilgotności gleb poniżej 20%, prognozy też nie napawają optymizmem, dla czego więc w tym sezonie śpię spokojniej?
Co się zmieniło? Moje podejście do życia w glebie.

Dzisiaj patrzę na to inaczej niż kiedyś.

Nie traktuję mikrobiologii jako „szybkiego efektu”, tylko jako inwestycję w glebę.

Nie pytam już tylko: „czy spadnie deszcz?”
Zaczynam myśleć: „co się stanie z tą wodą, kiedy już spadnie — za rok, za dwa?”

Bo prawda jest taka:

  • bez życia w glebie woda ucieknie,
  • struktura się tylko pogarsza,
  • roślina od początku ma trudniejsze warunki.

To co z tą mikrobiologią? Ona nie rozwiązuje problemu w tydzień, ale zaczyna proces, który ten problem realnie i trwale ogranicza.

Czas na uczy pokory…

Patrząc na poprzednie lata, wiem jedno, że nie wygram z pogodą. Wszystkie moje decyzje mają znaczenie choć ich efekty są niekiedy widoczne dopiero po kilku sezonach.

Wiem, że mogę zrobić coś innego, coś co poprawia strukturę gleby, odbudowuje próchnicę i w efekcie daje glebie zdolność trzymania wody.

I widzę, że to działa.

Jeśli miałbym powiedzieć jedną rzecz – susza w kukurydzy nie zaczyna się w maju.
Ona zaczyna się dużo wcześniej – w decyzjach, które podejmuję przed siewem.

I dzisiaj już wiem, że największą różnicę robi nie deszcz… tylko to, co mam w glebie i ile wody ta gleba może zmagazynować.

Możesz jednak ograniczać wpływ suszy na Twoje uprawy, możesz uzbroić swoje pole w magazyn wilgoci – próchnicę. I możesz zacząć już dziś!”